W więzieniu lecz wolni

W więzieniu lecz wolni

„To bardzo trudna służba, ale dająca
mnóstwo satysfakcji. To służba dla długodystan­sowców, którzy wiele w życiu przeszli i widząc te zagubione owieczki, chcą za nimi pobiec i o nie powalczyć, zostawiając na trochę cale tłuste stado. Bardzo mato osób wspiera tę pracę. Wielu się zapala i zgłasza na jednorazowe pójście na ewangelizację do więzienia, ale zaraz potem się wycofują! nie chodzą regularnie, mówiąc, że to zbyt trudne, zbyt specyficzne, zbyt mozolne. Nie rozumieją  jednak, że wytrwałość prowadzi do wspaniałego Bożego efektu, ponieważ jeden nawrócony „wielki grzesznik” robi dużo dobrego zamieszania. Jeżdżę po całej Polsce i daję bezpłatne koncerty mojej płyty Evangelion, rozdaję ją za darmo do każdego radiowęzła więziennego, składam świadectwo, zostawiam Nowe Testamenty i chrześcijańską literaturę”.

Jacek Konicki

„Pan powołał mnie do służby więziennej
około 3 lat temu. Jeżdżę do więzienia w Rawiczu z moimi trzema braćmi w Chrystusie. Z per­spektywy kilku lat mogę stwierdzić, że służba ta nie należy do łatwych. Spotykamy się z ludźmi różnego pokroju: złodziejami, gangsterami, mordercami. Mówimy im o Jezusie Chrystusie, o Jego śmierci na Golgocie, dzięki której daro­wane zostały tym wszystkim, którzy Go przyjęli, nawet najgorsze czyny. Wspólnie modlimy się, śpiewamy pieśni, uwielbiamy naszego Pana. Więźniów, którzy wychodzą na wolność, kieru­jemy do ośrodków chrześcijańskich, gdzie mogą bezpiecznie przy­gotować się do życia na wolności. Czasem zadaję sobie pytanie, kto tak naprawdę jest więźniem – czy ten, który przebywając w zakła­dzie karnym odnalazł usprawiedliwienie w świętej krwi Baranka, czy ten, który chodząc na wolności, jest zniewolony różnego rodzaju nałogami i pożądliwościami? Jestem świadkiem przemiany, jaka dokonuje się w ludziach, którzy zaufali Jezusowi. Byli mordercy, teraz wrażliwi na cierpienie innych, współczujący tym, którym dzieje się krzywda, gotowi na poświęcenia i prześladowania dla imienia Jezusa, są przede wszystkim żywym świadectwem na to, że Chry­stus żyje i współdziała z tymi, którzy Go szukają”.

 Paweł Kląskała

„Służbę „W Więzieniu” podjąłem w 2003 r. jako misję wymodloną dla siebie. Głoszę upamiętanie w imieniu Jezusa Chrystusa, czasami spotykam się z kimś z rodziny osadzonych, kupuję ubrania, znaczki pocztowe, żywność. Jeśli ktoś w zakładzie karnym posiada sprzęt audio-wideo, zaopatruję taką osobę w chrze­ścijańskie płyty DVD czy CD. Jak widać, jest to kosztowna służba, ale znajdują się ludzie i wydawnictwa, które mi pomagają (dziękuję Fundacji Nadzieja dla Przyszłości za „Bożych Generałów” w super cenie!). Sam przez rok bytem więźniem i wiem, jak to jest, kiedy człowiek się nawraca, a nikt go nie odwiedza. Dlatego dokładam wszelkich starań, aby osoby w więzieniu wzrastające w wierze nie miały żadnych braków. Od sierpnia tego roku jestem etatowym misjonarzem w Areszcie Śledczym Warszawa Białołęka, co traktuję jako nagrodę od Pana za mój trud i poświęcenie w służbie czynienia innych uczniami Jezusa”.

Tomasz Stankiewicz

Późno Cię umiłowałem
„Mam na imię Sylwester, mam 40 lat, a za sobą bardzo grzeszne i nieuczciwe życie, czego następstwem byty dwa pobyty w zakładach karnych. Pierwszy raz zostałem skazany w wieku 18 lat za kradzieże i bójki. Wyrządziłem wiele zła niewinnym ludziom. Moje życie było puste, nie miało sensu. W końcu doszło do tego, że postanowiłem ze sobą skończyć. Kiedy po nieudanej próbie leżałem w szpitalu, zastanawiałem się nad swoim życiem, nad tym, że przecież istnieje Bóg, który mnie kocha, który nie chce, bym umierał w tak młodym wieku. Niestety, gdy wyszedłem ze szpitala na wolność, znów zaczęło się to samo: alkohol, dziewczyny, złodziejstwo, kłamstwa. Wtedy znów trafiłem do zakładu karnego w Płocku.
Po dwóch latach odsiadki zostałem przewieziony do zakładu karnego we Włodawie. Po pewnym czasie dowiedziałem się, że w zakładzie odbywają się spotkania chrześcijańskie. Bardzo chciałem na nie pójść. Wiele, jeśli nie wszystko, zawdzięczam osobom, które tu przyjeżdżają, aby nas wspierać i głosić Słowo Boże. Tu, w więzieniu, przyjąłem Jezusa do swojego serca!
PAN OGARNĄŁ MNIE NIESKOŃCZONĄ MIŁOŚCIĄ I DOBROCIĄ. Zro­zumiałem, że nie jestem już sam. Bóg nie zostawił mnie samego z moimi problemami, jest cały czas ze mną. Jest moim przyjacielem. Jest jedyną osobą na świecie, która mnie rozumie. Nie zawsze zgadza się z moimi wyborami, ale szanuje moją wolność. Odkąd poznałem Jezusa, stałem się innym człowiekiem. To, czego szukałem przez całe swoje życie, znalazłem w więzieniu”.

Sylwek

Moje pojednanie z Bogiem
„Przez wszystkie lata na wolności i w więzieniu szukałem drogi prowadzą­cej do Boga, Znalazłem ją i wreszcie jestem szczęśliwy, pomimo pobytu w zakładzie, Stałem się pokorniejszy. Już nie przeciwstawiam się strażni­kom, Miałem żal do Boga, że opuścił mnie, gdy było ciężko. Zawsze, gdy razem szliśmy, były na ziemi dwa ślady, a w tych najtrudniejszych chwi­lach był tylko jeden ślad. Sądziłem, że Bóg mnie opuścił, Oczywiście to nie była prawda. Bóg zawsze mnie kochał i kocha, a wtedy, gdy na ziemi był tylko jeden ślad, On niósł mnie na swych ramionach, Chcę z Bożą pomocą wyjść jak najszybciej z więzienia i założyć rodzinę, znaleźć pracę i żyć z Jezusem w sercu. Chciałbym jeszcze raz podzięko­wać Bogu, że wreszcie odnalazłem właściwą drogę, że mogę spotykać się ze wspaniałymi ludźmi w Jezusie Chrystusie. Dziękuję za otwarcie moich oczu ku życiu wiecznemu, Dziękuję za wewnętrzną wolność, dzię­kuję za chrzest w Duchu Świętym. Dziękuję za miłosierdzie Boże”.

Piotr

Dopłynę do celu
„Dzięki spotkaniom odbywającym się raz w miesiącu w więzieniu, poprzez słuchanie Słowa Bożego i literaturę chrześcijańską zacząłem poznawać prawdę o Bogu i to, że Jezus jest moim Panem i Zbawicielem, Na wolno­ści byłem tak zabiegany i zajęty swoimi sprawami, że nie przywiązywałem wagi do spraw wiary, ale dziękuję Bogu, że tutaj postawił na mojej drodze dobrych ludzi, którzy otworzyli mi oczy na poznanie Słowa Bożego, Rozważając często Słowo Boże, doszedłem do wniosku, iż Bóg jest w naszym życiu jak stoczniowiec, a my jesteśmy stworzeni przez Niego jak statki, które rzucone na morze muszą dopłynąć do portu, którym jest zbawienie i życie wieczne (nowe narodzenie), Czasem diabeł atakuje nas, zsyła sztormy, huragany, przeszkadza nam w tym, byśmy nie mogli dopłynąć do celu, lecz Bóg stawia nam na drodze latarnie morskie, abyśmy znaleźli właściwą drogę do Niego, Latarniami tymi są osoby, któro przyjeżdżają do nas na spotkania, niosąc Dobrą Nowinę o Bogu,

Pietrek

Przykłady różnych kolei losu pokazywały skazanym, że w każdej chwili można podjąć pracę nad zmianą swojego życia. Mieli okazję to zobaczyć na własne oczy, a taki przykład jest najbardziej wiarygodny i wzmacniający.

                                Przedruk z czasopisma „CEL” 1 (12) 2008 za uprzejmą zgodą redakcji